Nie musisz być niewolnikiem

Na pierwszą wizytę przyszli razem. Dobrze ubrany, zadbany mężczyzna i również dobrze wyglądająca kobieta. On wcale nie ukrywał swojego oburzenia i swojej niezgody na podjęcie terapii. Jego spojrzenie rzucało we mnie piorunami złości i pogardy. Ona nie zaprzeczała, że zmusiła go do przyjścia. – Mój mąż ma poważny problem – rozpoczęła.

Ów mężczyzna to młody, 35-letni biznesmen, który, jak się okazało, całe dnie spędza w pracy. A nawet kiedy nie ma go w biurze, stale utrzymuje kontakt z firmą. Na nic nie ma czasu, ciągle się spieszy. Przestał interesować się sportem, niewiele śpi. Wolny czas praktycznie dla niego nie istnieje, a kiedy wreszcie w niedzielę biuro jest zamknięte, zamiast spędzić ten dzień z rodziną, planuje kolejne przedsięwzięcia. Żyje w ciągłym napięciu, szczególnie poza biurem. Myśli o pracy i o „robieniu kasy“ stały się mottem jego życia. Ma 6-letniego synka, który, nie mając kontaktu z ojcem, ciągle szuka męskiej przyjaźni. Na szczęście jest wujek i dziadek – dwaj mężczyźni, którzy potrafią poświęcić mu swój czas w miejsce wiecznie zajętego ojca.

Według niepisanych społecznych przekonań, to praca świadczy o statusie społecznym człowieka. Dobra praca to większe pieniądze. Sytuacja ekonomiczna, pozycja zawodowa, sprawowana władza oraz satysfakcja z pracy to ostatnimi czasy podstawowe wskaźniki dobrostanu społecznego. W tym wszystkim bardzo łatwo się zapomnieć i stracić z oczu powód, dla którego pracujemy. Wówczas cele, którym praca powinna służyć, często w ogóle się zamazują, a praca staje się celem samym w sobie. A przecież początkowo chodziło jedynie o lepsze warunki finansowe czy też lepszą pozycję społeczną.

Pracoholizm to zjawisko dotykające coraz większą grupę ludzi. Co więcej, to już nie jest tylko męska dolegliwość, ale coraz częściej również sporo kobiet wpada w to poważne i destrukcyjne uzależnienie. Teraz liczy się przecież kariera, która jest o wiele ważniejsza niż założenie rodziny czy troska o nią. Wobec tego ważnego „dobrego startu“, małżeństwo czy rodzina są odkładane na później (najczęściej po 30. roku życia), co nierzadko kończy się na singlowaniu.

Czym zatem jest pracoholizm? Jakie ma przyczyny? Jak się objawia? Kiedy należy zacząć się niepokoić?

Jak dotąd żadna klasyfikacja zaburzeń (DSM-IV czy ICD-10) nie dodała pracoholizmu do kategorii uzależnień (tj. alkoholizm, narkomania, lekomania, hazard czy inne uzależnienia od czynności). Oczywiście istnieje szereg mniej lub bardziej trafnych prób zdefiniowania pracoholizmu. Według mnie, warto przyjąć, że pracoholizm to swojego rodzaju przymus pracy, jakaś wewnętrzna presja, nad którą nie ma się już kontroli. Zwykle rozumie się to zjawisko jako uzależnienie czynnościowe. Jednak bardzo trudno jest stwierdzić, że właśnie tutaj mamy do czynienia z pracoholizmem, a tam jeszcze nie, że jest to jedynie próba przetrwania w „wyścigu szczurów“.

Pracoholizm dotyka szczególnie bardzo ambitne, perfekcyjne osoby, zwykle prowadzące własną działalność gospodarczą lub pełniące jakieś funkcje menadżerskie lub kierownicze, rzadziej pracowników niższego szczebla. Niekiedy pracoholizm staje się pewnego rodzaju bunkrem bezpieczeństwa, szczególnie wtedy, gdy praca pozwala na uniknięcie konfrontacji z lękiem lub konkretnym bólem. Wówczas, podobnie jak w przypadku alkoholizmu, praca może tworzyć bezpieczną przestrzeń unikania, w której można zatuszować swoją bezradność czy lęk.

Czasem praca pełni także funkcję podnoszenia poczucia wartości i samooceny – wtedy, niestety, łatwo stracić kontrolę nad swoim zaangażowaniem i w konsekwencji zaprzepaścić umiejętność szukania swojej wartości poza pracą. Pracoholizm to często problem osobowości narcystycznych lub osób z symptomami narcystycznymi. Nierzadko jest także związany z depresją (nie tylko w konsekwencji), np. kiedy pracoholik szuka sposobów poradzenia sobie z obniżonym nastrojem emocjonalnym lub jest nastawiony na materialne korzyści płynące z pracy.

Proces samego wejścia w nałóg zwykle zaczyna się niewinnie. Pomału pracujemy więcej, żeby zarobić więcej, bo to przecież pieniądze mogą zapewnić całej rodzinie jakiś godziwy albo wyższy status życia. Pierwsze przypadki zaniepokojenia rodziny przeważnie są ignorowane, a przy kolejnych można usłyszeć obietnice (dawane zarówno rodzinie jak i samym pracoholikom), że jeszcze tylko ten jeden projekt i potem już zwolni, że już wtedy nie będzie musiał tak długo pracować. Potem pojawiają się nowe cele, które zmuszają jednak do kontynuowania „wydajniejszego zarabiania pieniędzy“ – trzeba kupić nowy komputer, samochód, sprzęt, wyjechać na wakacje. Następnie, skoro na wyciągnięcie ręki jest nowy projekt, to przecież grzechem byłoby go nie podjąć. Dalej zjeżdża się już po równi pochyłej i nie da się funkcjonować inaczej.
Symptomy pracoholizmu

Istnieją pewne charakterystyczne objawy, które mogą niepokoić i powinny być konkretnym ostrzeżeniem, jeśli jeszcze nie kryterium diagnostycznym. Kiedy zatem powinna zapalić się kontrolka ostrzegawcza? Przede wszystkim, gdy stracimy kontrolę nad czasem pracy. Pacjenci z uzależnieniem od pracy, z którymi miałem okazję się spotkać, zwykle tracą poczucie, a precyzyjniej, nie odczuwają upływającego czasu. Całe dnie potrafią spędzać w pracy, albo na fantazjach o pracy w czasie wolnym. To również skutkuje brakiem czasu dla rodziny czy przyjaciół, a nawet na własne hobby, sport czy swoje ulubione zainteresowania.

Kolejnym ważnym symptomem jest rozmawianie tylko o pracy. Kiedy co sesja pacjenci mówią jedynie o pracy i o wszystkim, co się z nią wiąże, kiedy praca pochłania ich niemal totalnie, a przy tym nieustannie o niej myślą i nie dostrzegają innych sfer życia, wówczas mogę już z jakąś nutą pewności zdiagnozować pracoholizm.

Bardzo niebezpiecznym objawem, szczególnie dla rodziny, jest stawianie spraw zawodowych na pierwszym miejscu. Zaniedbuje się wówczas relacje z żoną i dziećmi, pomija się większość ważnych chwil w życiu rodziny, ważne rocznice czy wydarzenia. Nieobecność na akademii z okazji dnia matki czy ojca jest już regułą, a odważny synek stawiający pierwsze kroki czy niezwykle podekscytowana córeczka, wypowiadająca pierwsze słowa, nie mają szans na zobaczenie zachwytu rodziców. Niania, babcia, pani przedszkolanka, nauczycielka ze szkoły wiedzą więcej o dzieciach niż ich rodzic, który jest tak bardzo zajęty zarabianiem pieniędzy (a może już nawet nie o pieniądze tutaj chodzi). Warto też w tym miejscu wspomnieć o niedotrzymywaniu obietnic. Alkoholicy niemal zawsze obiecują i nigdy nie wywiązują się z danego słowa. Pracoholicy bardzo podobnie rzadko wywiązują się z obietnic danych rodzinie czy znajomym.

Charakterystyczną cechą pracoholika jest zamartwianie się firmą, sprawami pracy w chwilach pozostawiania zadań innym pracownikom. Fizyczna nieobecność w miejscu pracy powoduje ogromne rozdrażnienie, bo przecież kto wie, co może się zdarzyć podczas takiej absencji. Powierzanie zawodowych zadań innym wydaje się być nieodpowiedzialne i na pewno przyniesie straty, bo przecież nikt inny nie jest w stanie wykonać zadania prawidłowo.

Niepokoić sie należy już wtedy, kiedy praca pełni funkcję regulatora nastroju, a także kiedy (podobnie jak w innych uzależnieniach) rośnie tolerancja na dawki pracy i potrzeba jej coraz więcej.

Przyczyny pracoholizmu

Perfekcjonizm, ambicja, nastawienie na sukces i rywalizację w skrajnej postaci mogą doprowadzić do uzależnienia od pracy. Czasem pracoholizm objawia się paradoksalną nienawiścią do pracy przy jednoczesnym przymusie jej wykonywania.
Warunkowa miłość rodziców związana z realizacją stawianych oczekiwań i do tego często brak ekspresji emocjonalnej, mówienia o problemach czy w ogóle dysfunkcja komunikacji w rodzinie to prawidłowości jakie B. Killinger zaobserwowała w dzieciństwie pracoholików. Podnoszenie w pracy poczucia wartości oraz unikanie stresu i lęku w innych przestrzeniach to kolejny powód wejścia w to uzależnienie. Istnieje też pewien model osobowościowych cech, które mogą świadczyć o skłonnościach do wejścia w nałóg, jak np. wysoki poziom lęku czy labilność emocjonalna, chwiejna samoocena i niskie poczucie wartości, problemy z samoakceptacją i potrzeba akceptacji, nieodporność na stres i brak umiejętności radzenia sobie z nim. Jako psychoterapeuta o podejściu psychodynamicznym, zwracam szczególną uwagę na mechanizm redukcji lęku w przypadku neurotyków. Wówczas pracoholizm pełni w nich funkcję obronną.

Oczywiście nie wszystkie osoby, które cenią pracę i długo pracują, są pracoholikami. Praca powoduje zmęczenie. Dlatego zmęczony pracownik marzy o urlopie czy choćby o weekendzie. Pracoholik nie ma potrzeby odpoczynku. Pochłonięty pracą bez reszty nie widzi sensu w robieniu sobie przerwy. Więc wolny weekend poświęca na planowanie spotkań, zadań jakie podejmie, jak tylko wróci do pracy. Pracoholicy nie mają umiejętności wyjścia z pracy i zostawienia wszystkiego za drzwiami firmy, a już na pewno nie mają zdolności do dystansowania się poza pracą od tego, co z nią związane. Bardzo często nie potrafią również stawiać granic między sprawami osobistymi i zawodowymi – wszystko zlewa się w jedną całość, wszystko związane jest z pracą.
Skutki pracoholizmu

Pracoholizm pociąga za sobą bardzo poważne konsekwencje, zarówno na poziomie życia zawodowego, społecznego, jak i na poziomie psychicznym. W życiu zawodowym pracoholik z czasem staje się coraz mniej kreatywny i przynosi coraz mniejsze efekty. Pragnienia idealnego wykonania zadania, bez żadnych kompromisów często stają się dużym ciężarem dla współpracowników i rodzą rozmaite konflikty.

Poważne skutki dotykają również samego pracoholika. Jest wyczerpany, ma zaburzenia koncentracji, trudności z zasypianiem, a nawet bezsenność. Zwykle taki człowiek wypala się zawodowo. Mogą rozwinąć się choroby układu krążenia czy zawał. Ogromną trudnością są zaburzenia lękowe, nerwicowe. Na poziomie społecznym natomiast niszczenie relacji w rodzinie, burzenie związków z innymi ludźmi, izolację społeczną. Pracoholicy często nie mają czasu na zakładanie rodziny czy angażowanie się w związki intymne. Wówczas zwykle są singlami, a przeżywając swoją samotność rozwijają u siebie depresję. Co ciekawe – pracoholizm jako uzależnienie może rodzić napięcie i stres, które są rozładowywane przez inne uzależnienia jak alkohol czy używki.

Największym problemem pracoholizmu są chyba organizacje, które w ogóle nie zauważają takiego problemu, a nawet promują styl ambitnego oddania się firmie. Nie dostrzegają daleko idących skutków nierzadko będących tragediami rodzinnymi czy zaburzeniami w dorosłym życiu dzieci pracoholika (jak, np. homoseksualizm jako efekt ciągłego poszukiwania męskiej przyjaźni w wyniku braku obecności rodzica i niezaspokojenia rozwojowej potrzeby więzi z rodzicem).

Pracoholizm można i trzeba leczyć póki nie jest za późno. Żona mojego pacjenta miała na tyle dużo rozumu, że zareagowała wystarczająco wcześnie. Osamotnienie pracoholików często jednak skutecznie uniemożliwia terapię i jakąkolwiek interwencję. Przyznanie się do pracoholizmu przed sobą samym to tak samo ważny krok jak przyznanie się do alkoholizmu przez alkoholika. Niestety, często nawet ten krok nigdy nie następuje, a to dopiero początek drogi.

Gdzie szukać pomocy?

Skuteczną pomocą na pewno będzie psychoterapia indywidualna w prywatnym gabinecie. Oczywiście może to być kosztowne rozwiązanie i nie każdy może sobie na to pozwolić. Poza tym niezwykle istotny byłby właściwy wybór nurtu psychoterapii w zależności od przyczyn i objawów.

Kolejną formą pomocy mogłaby być terapia grupowa, działająca na zasadzie grupy wsparcia. W czasie takiej terapii istnieje możliwość czerpania z doświadczenia innych oraz w zasięgu ręki jest bardzo konkretna pomoc w zrozumieniu siebie i swojego problemu. Rozmaite Ośrodki Leczenia Terapii Uzależnień pomagają terapią indywidualną i grupową, niestety często wiąże się to z kosztami. Organizowane są również turnusy dla osób uzależnionych od pracy, które stanowią świetny początek leczenia (np. Turnus Terapeutyczny SPeS: www.pustelnia.com.pl).

Istnieje jeszcze jeden sposób radzenia sobie z pracoholizmem: są to specjalne szkolenia pracownicze, które mają na celu uświadomienie, z czym się wiąże tego typu nałóg i jak mu zapobiegać. Ten rodzaj pomocy wymaga jednak dużej dojrzałości od pracodawcy.

 

[autor: Jarosław Krawczak]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *